Duchowość ignacjańska

Rozeznawania Duchowe - rys historyczny

wzch_krakow-rozeznajStudiując Nowy Testament, znajdujemy różne słowa na określenie rozeznawania. Mówią one o ważeniu, badaniu, sprawdzaniu wiarygodności tego, co jest nam przedstawiane, a także o sądzeniu, wyrokowaniu, czyli o rozdzielającym sądzie pozwalającym ocenić właściwie to, co mamy przed sobą. „Chodzi o rozdzielenie tego, co jest pomieszane i powoduje zamęt, aby można było oceniać wartość rzeczy zanim podejmie się decyzję. Słowo Boże zachęca nas do podejmowania takich czynności nie wedle norm i kryteriów czysto ludzkich, ale wedle sądu i upodobania czysto Bożego."[1]

Umiejętność rozeznawania nie sprowadza się zatem do jakiejś ściśle określonej metody, lecz jest darem Bożym, który towarzyszy ludzkości już od samego zarania dziejów opisanego na kartach Starego Testamentu. I choć sam termin „rozeznawanie" na nich się nie pojawia, to jednak bez trudu znajdziemy przykłady stosowania go w praktyce. „Człowiek bowiem już od pierwszych stronic Biblii stawiany jest w sytuacji wyboru, kiedy musi rozeznawać, żeby dochować wierności Bogu."[2] Wszyscy znamy opisy wyborów Adama, Kaina, Abrahama, Mojżesza. „Te biblijne wybory często zmuszają człowieka do kroczenia drogą, której kierunku nie zna, pozwalając mu dostrzegać Boże światło stopniowo, dzień po dniu. Nakładają się one zatem na wiarę i wymagają, żeby człowiek umiał odczytać Boże zamiary."[2]
Dzieje rozeznawania chrześcijańskiego odzwierciedlają kontynuację tych poszukiwań. Wiele wybitnych postaci, często błogosławionych, świętych, pozostawiło po sobie ogromną spuściznę, którą nie sposób przedstawić w tak krótkim opracowaniu. Warto jednak poznać choćby tak pobieżny, niepełny zarys, by uświadomić sobie drogę, którą Kościół jako wspólnota przeszedł ucząc się odnajdywać wolę Bożą.

Chrześcijańska starożytność

Początki piśmiennictwa dotyczącego tego tematu sięgają czasów chrześcijańskiej starożytności. Znanym ośrodkiem hellenistycznej i żydowskiej kultury była wtedy położona na egipskim wybrzeżu Aleksandria. To tutaj powstało najstarsze tłumaczenie Tory na grekę, słynna Septuaginta. Biblioteka Aleksandryjska, powstała prawdopodobnie w II w. p.n.e., była największą biblioteką ówczesnego świata. Aleksandria, obok Antiochii Syryjskiej, Rzymu i Konstantynopola była również jednym z czterech największych ówczesnych ośrodków wczesnochrześcijańskiej myśli.
Orygenes, urodził się w Aleksandrii około 185 roku n. e. Znany ze swego ascetycznego trybu życia i nieprzeciętnego umysłu już w wieku 18 lat został mianowany przełożonym aleksandryjskiej szkoły katechetycznej. Swym nauczaniem zdobył sobie szeroki rozgłos stając się się jednym z najbardziej wpływowych filozofów i teologów chrześcijańskiego wschodu.
Orygenes przyjmował, że „istnieją dwa rodzaje duchów lub aniołów: dobre oraz zatracone, które poszły za Lucyferem w jego buncie przeciw Bogu. Rozróżnia też dwa rodzaje myśli: własne, pochodzące z pamięci lub rozważania różnych rzeczy; oraz takie, które pojawiają się z zewnątrz, i wzbudzane są przez Boga i dobre duchy, albo przez duchy wrogie."[1]
„Orygenes podaje też zasadę rozróżniania działań dobrego i złego ducha; [...] Czasami złe duchy opanowują umysł niektórych ludzi do tego stopnia, że uniemożliwiają im użycie wolnej woli [...]. Natomiast człowiek znajdujący się pod natchnieniem przywołanego na pamięć dobra albo rzeczy niebieskich i Bożych, nie doświadcza zaburzeń umysłowych, nie traci swej wolności do przyjmowania lub nieprzyjmowania świętych natchnień czy poruszeń."[1]

Blisko 200 lat po Orygenesie urodził się Jan Kasjan. Było to prawdopodobnie na terenie dzisiejszej Rumunii, około roku 360. Pochodząc z bogatej chrześcijańskiej rodziny, Kasjan otrzymał staranne, klasyczne wykształcenie. W wieku 20 lat udał się do Palestyny, gdzie wstąpił do klasztoru w Betlejem. Pobierał nauki u Ewgariusza z Pontu, jednego z najznamienitszych ojców pustyni. Duży wpływ wywarł na niego Jan Chryzostom, ówczesny biskup Konstantynopola, późniejszy święty Kościoła Wschodniego i Zachodniego. Pod koniec życia Jan Kasjan osiadł w Marsylii, gdzie założył dwa klasztory, męski i żeński, nazywane opactwem św. Wiktora. Jest świętym Kościoła Wschodniego, wliczanym w poczet ojców pustyni, autorem traktatu o życiu monastycznym, wiedzy duchowej, wolności wewnętrznej, działaniu łaski, walce z pokusami.
Kasjan pisze o drodze mnicha, która powinna prowadzić go do kontemplacji rzeczy niewidzialnych, odkrywania najtajniejszego sensu świętych pism. „Na tej drodze znajduje się rozeznawanie duchowe, czyli takie duchowe usposobienie, które odróżnia nałogi od cnót, odróżnia to, co pochodzi od Boga, od tego co pochodzi od diabła. [...] Wnikając w korzenie niektórych wad, odkrywa, że istnieje światło umysłu, które ostatecznie odnosi się do Chrystusa, prawdziwego Słońca sprawiedliwości; i to Słonce oświeca myśli i czynności rozeznawania w naszym wnętrzu; należy je zachować żywe, nie pozwolić, żeby uległo zaciemnieniu czy w ogóle zgasło, na przykład z powodu gniewu."[1]
Nieodzowną cnotą, na jaką wskazuje mnich, jest umiejętność zaufania i przyjmowania rad osób bardziej doświadczonych: Żaden bowiem grzech nie prowadzi zakonnika tak gwałtownie i tak szybko do śmierci, jak gdy uda się czartowi nakłonić go do lekceważenia rad starszych i polegania na własnym sądzie i zdaniu.
„Dlatego zawsze powinniśmy postępować z największą ostrożnością śladami starszych i nie zważając na wstyd mówić im o wszystkim, co dzieje się w sercu naszym".[3]
Kasjan porównuje oko rozeznające do oka bankiera: „należy być dobrymi bankierami zgodnie z wezwaniem ewangelicznym. Wewnętrzne oko serca ma ćwiczyć się w rozeznawaniu myśli, aby dostrzec ich pochodzenie; to samo dotyczy nauk, które są nam przedstawiane. Bankier zawsze zwraca uwagę czy moneta przedstawia obraz króla i czy nie jest to obraz podrobiony, fałszywy."[3]

„Czy ma pełną wagę pod względem ogólnej moralności, czy waży w nim bojaźń Boża, czy jest bez uszczerbku pod względem pobudki, czy też grzeszy lekkością, powodowany chełpliwością lub żądzą nowości, czy wagi jego zasług nie umniejsza i nie psuje próżna chwała".[3]

Kasjan dostrzegł te stany duszy, które wiele wieków później św. Ignacy nazwie pocieszeniem i strapieniem. Pisze o przeciwstawnych stanach: pełnego radości „Bożego nawiedzenia albo smutku, oschłości i opuszczenia niezależnie od pragnień i wysiłków ascetycznych."[3] Przekazuje kulturze zachodniej tradycję rozumienia przyczyn oschłości, która może być skutkiem naszych zaniedbań albo ataków diabelskich, albo też została zesłana przez Bożą Opatrzność, która chce nas wypróbować. „Taką próbę Bóg dopuszcza, abyśmy nie popadli w pychę, myśląc sobie, że jest naszym dziełem to, czego uprzednio doświadczyliśmy w stanie pocieszenia duchowego; a przecież był to Jego dar."[3]
Kolejną wielką postacią chrześcijańskiej starożytności był żyjący w V wieku Diadoch z Fotyki. „Był mnichem, następnie biskupem Fotyki, miasteczka w starożytnym Epirze, w dzisiejszej północnej Grecji. Jest autorem bardzo cenionych na wschodzie „Stu rozdziałów o doskonałości"oraz kilku mniejszych pism. [...] Diadoch zachęcał do ustawicznej pamięci o Bogu, która pomaga zespolić duszę rozbitą przez grzech oraz wewnętrznie doświadczyć łaski. [...] W ten sposób powstała modlitwa, którą później nazwano „Jezusową", polegająca na ciągłym wzywaniu Imienia Zbawiciela."[4]


Diadoch rozwinął naukę o pocieszeniach i strapieniach, wyróżniając dwa rodzaje pocieszeń i dwa rodzaje strapień. „Przepiękne są opisy obydwu tych doświadczeń i bardzo użyteczne dla nauki o rozeznawaniu duchowym. Pocieszenie, które pochodzi od Boga, zmierza wprost do rozbudzenia w duszy - która się rozszerza (wychodzi z siebie) - miłości Bożej. [...] Lecz w pocieszenie może też wkraść się myśl pochodzą od złego ducha. Wtedy na fali pozornego uniesienia zaczynamy zmierzać w przeciwnym do Boga kierunku, pyszniąc się doznawaną radością i pozorami dobra."[1]

Diadoch rozróżnia dwa rodzaje strapień: pierwsze, pojmowane jako opuszczenie przez Boga duszy, która nie chce być Jego, oraz drugie, nazywane strapieniem pedagogicznym, które ma na celu tylko dobro duszy i nie pozbawia jej światłą Bożego. „Trzeba wiedzieć jak reagować na te dwa rodzaje strapienia. Za strapienie pedagogiczne należy dziękować Bogu, ponieważ wstrzymując swoje pocieszenie, pomaga nam odróżnić dobro do zła, ostrzega nas przed nieumiarkowaniem naszej woli. Natomiast gdy przyjdzie to drugie strapienie, należy w samotności wyznać i opłakiwać swoje grzechy, abyśmy poprzez ból stali się znowu godni Bożego spojrzenia na nasze serca, tak jak wcześniej."[1]

Średniowiecze

Pisząc o chrześcijańskim średniowieczu, nie sposób pominąć św. Tomasza z Akwinu. Powszechnie znany jest jego ogromny dorobek filozoficzny i teologiczny ze słynną Summą Teologii zbierającą i uzupełniającą tę naukę, rozproszoną dotąd w dziełach jego licznych poprzedników. Św. Tomasz urodził się roku 1225 w Królestwie Neapolu jako syn hrabiego Akwinu. Już w wieku 5 lat rozpoczął naukę u swego wuja Siibalda, opata słynnego benedyktyńskiego klasztoru na Monte Casino. I choć rodzina oczekiwała, że zostanie następcą wuja lub obejmie inne intratne kościelne stanowisko, św. Tomasz wytrwał w swoim postanowieniu przynależenia do żebraczego zakonu jako zwykły dominikanin. Początkowo związany z uniwersytetem w Paryżu, później nauczał w dominikańskich szkołach w Orvieto i Rzymie.
Sprawą rozeznania św. Tomasz zajmuje się szczególnie w komentarzu do 2Kor 11,14. Pisze tam o potrzebie rozeznawania po to, aby rozpoznać szatana, niekiedy przyjmuje postać anioła światłości. Analizując przebieg danego doświadczenia uczy jak rozróżniać działania dobrego i złego ducha. „Dobry anioł zachęca do dobra na początku i podtrzymuje tę zachętę; natomiast zły duch na początku porusza ku dobremu, lecz kiedy przychodzi czas, by pragnienie i intencję doprowadzić do skutku, wtedy nakłania i pobudza do zła". Daje się też zauważyć, że dobry anioł, chociaż na początku może przestraszyć, to później pociesza i umacnia, jak to było w przypadku Zachariasza i Maryi. Natomiast zły duch przeraża i pozostawia w strapieniu, aby łatwiej oszukiwać i przekonywać przerażonego człowieka."[1]


Św. Bonawentura (1221-1274) to drugi, obok św. Tomasza z Akwinu, wielki ojciec duchowy epoki średniowiecza. Jego nauka, przeniknięta ideą miłości stała się podwaliną duchowości franciszkańskiej, jest uznawany  za klasyka szczytowego okresu scholastyki oraz za jedną z największych postaci XIII wieku.
Św. Bonawentura „uważał, że poznanie racjonalne, chociaż konieczne i pożyteczne, jest jednak samo w sobie niewystarczające do poznania Boga oraz najistotniejszych problemów egzystencji ludzkiej. Za św. Augustynem twierdził, że jedynie rozum oświecony wiarą może wznieść się ku wyżynom poznania tego co istotne. [...] Dlatego też zachęcał braci, aby idąc śladami św. Franciszka, dążyli do zjednoczenia z Bogiem poprzez miłość. Pierwsze miejsce w życiu franciszkanina ma zająć zatem kontemplacja, której owocem ma być ewangelizacja innych."[5]
Na drodze rozwoju duchowego i coraz bliższego przylgnięcia do Boga św. Bonawentura wyróżniał trzy etapy: czyszczenie, oświecenie i zjednoczenie. Ich owocami są odpowiednio: wewnętrzny pokój, poznanie prawdy i miłość. Medytacja albo rozważanie jest wspólna dla wszystkich trzech dróg, jakkolwiek posługiwanie się władzami duszy jest oddzielne na każdej z nich. Modlitwa myślna obejmuje trzy stopnie lub ćwiczenia: deploratio miseriae (ubolewanie nad nędzą - via purgativa), imploratio misericordiae (prośba o miłosierdzie - via illuminativa), exhibitio latriae (okazanie chwały - via unitiva). Kontemplacja jest najważniejszym ćwiczeniem. Mamy tu dwa odrębne rodzaje: kontemplacja intelektualna, która polega na ekstazie inteligencji, [...]kontemplacja mądrościowa, która prowadzi do doskonałej jedności z Bogiem poprzez miłość.

Błogosławiony Jan Gerson, kolejny średniowieczny duchowy mistrz, urodził się w 1363 roku. Był znanym francuskim wykładowcą, reformatorem i poetą. Pełnił funkcję kanclerza Uniwersytetu Paryskiego.
Jan Gerson zajmował się wieloma zagadnieniami z dziedziny rozeznawania. Tu jednak ograniczę się do przytoczenia kilku jego wskazówek dotyczących poruszeń zawartych w Centiloquium de impulsibus, dziele, które jest zbiorem stu sentencji i rozważań o poruszeniach. Oto niektóre z nich:
1. „ Gerson przez „poruszenie" („impuls") rozumie wszelki bodziec, który sprawia, że przechodzimy ze stanu spoczynku w stan ruchu. [...] Poruszenie wywołane przez bodziec Boży - a ono szczególnie interesuje Gersona - zmierza do utrwalenia właściwego ładu. Uporządkowania usposobienia, na którym opiera się pokój, nie można osiągnąć bez działania Bożego w stworzeniach, w każdym według właściwego sposobu. Dlatego też pokój stworzeń polega na łagodnym poddaniu się takim Bożym wpływom.
2. Z drugiej strony, prawidłowe rozpoznanie tej różnorodności poruszeń moralnych, które odczuwa człowiek, nie może być osiągnięte samymi tylko ludzkimi siłami. Niemniej można i trzeba, według Gersona, wykorzystać wszelkie możliwie formy poznania, według stanu właściwego każdej osobie. W przeciwnym razie popada się w ignorancję z powodu opieszałości; zła nie unikniemy w sposób godny pochwały, jeśli go nie rozpoznamy.
3. Drogą do osiągnięcia tego poznania nie są poruszenia cielesne, jako poruszenia naturalne. Tym byłyby przesądy, wróżby, rzucanie losów, czarna magia czy kontakty o charakterze diabolicznym. To samo trzeba powiedzieć o zmysłowych poruszeniach serca ludzkiego. I tu leży błąd wielu pobożnych, którzy twierdzą, że zawsze lub często trzeba iść za poruszeniami własnego serca, szczególnie gdy wydają się skierowane ku dobru: mylą oni jakieś poruszenie własnego serca z upewniającym natchnieniem od Ducha Świętego, któremu nie powinno się opierać.
4. Gerson opisuje też działanie zwodniczego szatańskiego poruszenia. Jest ono najbardziej niebezpieczne, ponieważ najbardziej jest skryte. To dlatego może nikt tak często i tak pokornie nie prosi Boga i Jego aniołów o wyzwolenie z sideł szatańskich, jak ten, co posiadł już sprawność w rozeznawaniu, nabytą dzięki ćwiczeniu się w nim. [...]Ulegają [zaś] szatańskiemu oszustwu ci, którzy przechwalają się w swej próżności i uważają za lepszych od innych; albo też stają się letni w modlitwie; albo mają się za uodpornionych na takie oszustwa."[1]
Na koniec warto wspomnieć o jeszcze jednej postaci średniowiecza, kartuzie, Dionizym Ricklerze, który pod koniec epoki tworzy kompendium ówczesnej wiedzy o rozeznawaniu. Zawarta tam nauka przybliża nas bardzo do tego, co powie później w tej kwestii Ignacy Loyola.[1]

Czasy nowożytne - złoty wiek hiszpański

Czasy nowożytne, a szczególnie Złoty Wiek hiszpański podniosły rozeznawanie na takie wyżyny w doświadczeniu duchowym niektórych wielkich świętych, że staną się oni w tej materii stałym punktem odniesienia również w przyszłości. Troje hiszpańskich świętych tego okresu: św. Ignacy Loyola, św. Teresa od Jezusa, św. Jan od Krzyża przeszło do historii jako ci, których osobiste doświadczenia duchowe wytyczyły drogę kolejnym pokoleniom, zaś ich zdolność rozumienia i wyrażania własnej rzeczywistości psychologicznej przewyższa to, co spotykaliśmy w poprzednich wiekach.[1]

Z tych trzech Ignacy Loyola jest autorem, którego nauka, choć skierowana do najszerszego grona odbiorców, wyrażona została w sposób najbardziej oszczędny. Jego książeczka ćwiczeń wydaje się być, przy całym dotychczasowym dorobku chrześcijaństwa, jedynie maleńkim dodatkiem. Tekst ten, „sam w sobie nie miał na celu przekazanie żadnych szczególnych poglądów teologicznych, lecz był zakorzeniony w doświadczeniu religijnym najpierw autora a później innych."[7] Św. Ignacy nie był teologiem, lecz praktykiem, poświęcił życie pomaganiu duszom w bezpośrednim kontakcie z ludźmi. Dlatego jego książeczka to tylko krótki przepis, który może być pomocny jedynie dla osób z dużym osobistym doświadczeniem w życiu duchowym. Ignacy wiedział, że „jej przesłanie jest wspólnym chrześcijańskim dziedzictwem, a zatem nie ma potrzeby udowadniać tego przesłania. Potrzeba natomiast osobistego przyjęcia, przylgnięcia do przesłania całym sercem, a następnie całym sercem przeniesienia tego w życie."[7]

Z drugiej strony Ignacy musiał mieć ogromny szacunek dla całego dotychczasowego chrześcijańskiego dorobku. Lektura duchowa zajmowała w jego życiu ważne miejsce, zaś sam w wieku 33 lat rozpoczął studia w Barcelonie, a następnie kontynuował je w Alkali i Paryżu, gdyż zrozumiał, że są mu potrzebne po to, by móc „pomagać duszom". Wiele wcześniejszych, znanych Ignacemu, dzieł miało duży wpływ na samą książeczkę ćwiczeń. „Vita Jasu Christi Ludolfa z Saksonii miała rozległy wpływ na strukturę ćwiczeń, styl i zawartość metod modlitwy, takich jak kontemplacja oraz „zastosowanie zmysłów", czy na liczne szczegóły. [...] Z kolei Ludolf opierał się na „Meditationes vitae Christi" [napisanym pod wpływem św. Bonawentury] w tak wielkim stopniu, że niekiedy trudno jest odróżnić ten tekst od jego własnego. [...] Dzieło „Arte para servir a Dios" Alonsa de Madrid, opublikowane w 1521 r., mogło wywrzeć wpływ na sformułowanie „Zasady i fundamentu". Prawdopodobnie podobny związek istnieje między „Monotessaron" Jana Gersona a medytacją o „królu ziemskim". [...]
Zatem wcale nie szczególny dobór tematów czy sposób ich przedstawienia czynił Ćwiczenia czymś wyjątkowym, lecz raczej powiązanie poszczególnych części w integralną i oryginalną całość."[7] Zbierają one i stosują w praktyce naukę duchowych ojców wcześniejszych pokoleń, są obrazem długiego i owocnego procesu dojrzewania, jaki wspólnota Kościoła przeszła w poprzedzających ich powstanie stuleciach, rozpoczynają nowy etap w nauce rozeznawania i dziele „pomagania duszom".

autor: K. Starachowicz

 


Źródła:

 

  1. M. R. Jurado SJ, Rozeznawanie Duchowe, Kraków 2002
  2. ks. G. Jeanguenin, Rozeznawanie, czyli myślenie zgodnie z wolą Bożą, Częstochowa 2011
  3. J. Kasjan, Rozmów dwadzieścia cztery, Poznań 1928,1929, za M. R. Jurado SJ, Rozeznawanie duchowe.
  4. Filokalia. Teksty o modlitwie serca, Kraków 2002.
  5. .http://www.franciszkanie.pl/
  6. http://www.franciszkanie-warszawa.pl
  7. W. O'Malley SJ, Pierwsi Jezuici, Kraków 2007

Rachunek sumienia

Zapraszamy do obejrzenia prezentacji o ignacjańskim rachunku sumienia. 

{jd_file file==53}

Ignacy Loyola - Pielgrzym z woli Bożej

Ignatius_LoyolaDo trzydziestego roku życia Ignacy Loyola, potomek mało znaczącej rodziny baskijskiej(...), gonił za marzeniami o chwale w świecie rycerskim. Marzył też o zdobyciu serca damy dworu, w której kochał się potajemnie. 20 maja 1521 roku w Pampelunie, za sprawą armatniego pocisku wystrzelonego przez Francuzów oblegających to miasto, dokonał się zwrot w jego życiu. Ignacy opuścił pole walki z powodu poważnego złamania nogi. Podczas długiej rekonwalescencji, która przebiegała w pałacu Loyolów, na próżno prosił o książki o rycerstwie. Przyniesiono mu "Życie Jezusa" i "Żywoty świętych". Poruszony tymi lekturami ocenił swoje życie jako powierzchowne i postanowił zmienić je radykalnie. Gdy tylko mógł stanąć na nogach, zostawił wszystko i wyruszył jako pielgrzym do Jerozolimy. Najpierw zatrzymał się w Montserrat, w klasztorze benedyktyńskim, gdzie odbył spowiedź z całego życia.

Zamierzał wsiąść na statek w Barcelonie, ale nieprzewidziane okoliczności zmusiły go do poniechania tego planu na ponad rok. Ten czas spędził w Manresie, gdzie doświadczył wielu przeżyć mistycznych. Nie wyobrażajmy sobie jednak, że Ignacy w ciągu kilku miesięcy zmienił się całkowicie, stając się - jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki - świętym człowiekiem. Wciąż żywy był w nim duch błędnego rycerza, a cnota pokory nie wydawała się być - mimo licznych umartwień - silną stroną Ignacego. Oto na przykład zdarzenie z Maurem, którego spotkał w drodze do Montserratu. Rozgorzała między nimi ostra dyskusja na temat dziewictwa Maryi. Ignacy, nie mogąc zgodzić się z Maurem, pozostawia rozwiązanie sporu swojej mulicy. Postanawia, że jeśli mulica pójdzie drogą szeroką - to on zabije niewiernego; jeśli zaś wąską ścieżką - to zostawi go w spokoju. Jak sam później powie, z woli Pana mulica wybrała ścieżkę miłosierdzia nad biednym Maurem.

W Manresie Ignacy nie strzygł włosów i nie obcinał paznokci, ponieważ uważał, że w przeszłości za bardzo o to dbał. Tak jakby świętość nie mogła iść w parze z higieną osobistą. Nie chciał jeść mięsa, ani pić wina, przestał w ogóle jeść przez osiem dni, doprowadzając się do choroby. Oto niektóre nieroztropności. No cóż! pycha - jak wiemy - ma swoje subtelności. Ale Bóg cierpliwie prowadził Ignacego, oczyszczając jego intencje i objawiając mu krok po kroku swoją wolę. W Manresie Ignacy doświadczył Bożego pokoju, miłosierdzia, ale również przeżywał okresy lęków, tak silnych, że musiał nawet zmagać się z myślą o samobójstwie. Te doświadczenia, czas walki na modlitwie, stały się fundamentem jego "Ćwiczeń duchownych", które z kolei staną się podstawą przyszłego Towarzystwa Jezusowego. więcej na tezeusz.pl

Kochać i służyć we wszystkim - ignacjańska idea pomagania duszom (ludziom) w pedagogice ignacjańskiej

articles

Artykuł prezentuje ignacjańską ideę pomocy duszom (ludziom) w jej praktycznej realizacji w postawie ?kochać i służyć we wszystkim?. Idea ta jest charakterystyczna dla ignacjańskiego charyzmatu, który stworzył Ignacy Loyola, mały Hiszpan żyjący w XVI wieku.

Jego doświadczenie przetrwało do dzisiaj w dziedzinie duchowości i wychowania. W artykule zostało zaprezentowane współczesne odczytanie jego charyzmatu w postaci pedagogiki ignacjańskiej ze szczególnym zwróceniem na model pedagogii ignacjańskiej: kontekst, doświadczenie, refleksja, działanie, ewaluacja.

Specyfiką tej pedagogii jest cura personalis, indywidualna troska o każdą osobę, o jej dobro. Pomoc duszom przetrwała po modyfikacjach do współczesności dzięki ignacjańskiej zasadzie dostosowania do osób, miejsca i czasu. Jej przewodnią myślą jest pomagać sobie i innym w rozwoju w duchu ignacjańskiego magis, które będzie podpowiadało, że zawsze można bardziej kochać i zawsze można bardziej służyć.

Pełny tekst autorstwa Ewy Dybowskiej do ściągnięcia tutaj.

 

Więcej artykułów…